Nieinformacyjny „Informator”

środa, 6 Maj, 2020 - 06:00

Felieton naczelnego • Może niektórzy spodziewają się kolejnego tekstu o tym jak bardzo zmieni się świat kiedy skończy się pandemia koronawirusa (choć trudno powiedzieć czy epidemia skończy się kiedykolwiek oraz przewidzieć czy cokolwiek się zmieni) albo tekstu o ogromnej wadze nadchodzących wyborów prezydenckich dla polskiej demokracji. Ale tych którzy się tego spodziewają muszę zmartwić, dziś będzie o czymś zupełnie innym. Kolejny tekst o pandemii być może mocno by wynudził Szanownych Czytelników „Nowin”, a o wyborach prezydenckich i okolicznościach ich ewentualnego przeprowadzenia nie chce mi się pisać, bo obie strony tego tak samo sztucznego jak i zażartego sporu są dla mnie mocno w tej kwestii skompromitowane. Wobec tego czym będę chciał się z Wami podzielić? Tym co nam chyba wszystkim jest najbliższe, czyli naszymi powiatowymi sprawami...           

Zanim przejdę do meritum rzeczy, chciałbym się zastrzec, że cenię sobie zarówno burmistrza Krapkowic Andrzeja Kasiurę jak i burmistrza Gogolina Joachima Wojtalę. Obu znam od wielu lat i kiedy sięgam pamięcią w przeszłość, zawsze, nawet wtedy gdy w czymś się mocno nie zgadzaliśmy, okazywałem im szacunek jako ludziom i osobom publicznym sprawującym bardzo ważne w naszej lokalnej społeczności funkcje. Doceniam nie tylko ich samorządowy dorobek, ale także życzliwość, prostolinijność, brak wyrachowania i prowadzenia jakiejś nieokreślonej podwójnej gry. Pod większością ich decyzji sam bym się podpisał, ale moją rolą nie jest „podpisywanie się”, tylko opisywanie, dlatego z radością opisuję trwający od wielu lat rozwój gminy Gogolina i trwającą od wielu lat walkę Krapkowic o to, aby stać się bogatym bawarskim miasteczkiem na przedmieściach Opola, oferującym swoim mieszkańcom komfortowe warunki do życia i zamieszkania.

Jest jednak jedna rzecz, której w postępowaniu obu opisywanych przed chwilą przeze mnie panów kompletnie nie rozumiem, a której chciałbym dziś poświęcić nieco więcej uwagi. Owa rzecz dotyczy krapkowicko-gogolińskiego rynku medialnego i nazywa się: „Informator samorządowy. Gogolin Krapkowice”. Od momentu wcielenia w życie absurdalnego pomysłu wydawania kolejnej gazety na terenie obu naszych gmin zadaję sobie pytanie: „Po co? Dla kogo? Dlaczego?”. A kiedy  przeglądałem ostatnie numery tego periodyku owe pytania tylko się we mnie spotęgowały. Zastanawiająca jest dla mnie motywacja, która towarzyszy obu samorządowcom w wydawaniu „Informatora” pełnego bezużytecznych publikacji. Na 12 stronach ostatniego wydania możemy znaleźć między innymi nieaktualne informacje, komercyjne ogłoszenia i porady typu: „Jak oszczędzać wodę w czasie pandemii” lub „Jak po zakończeniu pandemii zmieścić się w drzwiach” (sic?!).

Ostatnio, na sesji Rady Miasta, wiceprzewodniczący rady Andrzej Krajka, pytając o umowę z opolskim wydawcą „Informatora”, miał stwierdzić, że miesięcznie kosztuje on gminę Krapkowice 7 tysięcy złotych. Trudno powiedzieć czy kolejne 7 tys. miesięcznie dokłada do tego interesu gmina Gogolin, ale jeśli tak, to robi się z tego okrągła sumka 14 tys. złotych miesięcznie. Te pieniądze płacone przez gminę Krapkowice i Gogolin trafiają do Opola, a potem do zagranicznego właściciela. Wiadomo, że ten temat jest bulwersujący szczególnie dla mnie, jako wydawcy lokalnego tygodnika, ale tak samo byłby bulwersujący dla nauczyciela czy rodzica krapkowickiej lub gogolińskiej szkoły, który by się dowiedział, że burmistrzowie ich miast sponsorują szkoły w Opolu czy Głubczycach albo na przykład w Niemodlinie. Każdy, kogo by ta sprawa dotyczyła, byłby zdegustowany. Naprawdę nie trzeba szczególnej empatii żeby to poczuć.

Ciągnąc wątek zasadności, w tej kwestii nie możemy się opierać jedynie na pieniądzach, choć w swojej wypowiedzi radny Krajka zasadnie stwierdził: „Tak się zastanawiam, czy nie moglibyśmy w tym czasie, kiedy musimy zaciskać pasa, troszkę zaoszczędzić w tej kwestii”, dla mnie jako lokalnego patrioty ważniejsza jest też inna sprawa.
Współpraca z lokalnymi podmiotami gospodarczymi. W dobie grożącego nam kryzysu ten aspekt wydaje się kluczowy. Kiedy słucham obu burmistrzów Kasiury i Wojtali, to mam wrażenie, że wspierają oni wszystkich lokalnych przedsiębiorców – piekarzy, szewców, architektów, budowlańców, restauratorów, tylko nie wydawców lokalnej prasy. To dla mnie jakaś irracjonalna nielogiczność i brak konsekwencji w słowach i czynach. Dlatego to wciąż dla mnie zagadka – czym kierują się samorządowcy wydając gminne fundusze na gazetę, która nie wnosi niczego sensownego w naszą krapkowicko-gogolińską rzeczywistość. Chcę wierzyć, że obaj panowie jakoś to sobie tłumaczą. Chcę wierzyć, że owe wytłumaczenia są racjonalne i merytoryczne, choć ja naprawdę nie widzę tu sensu, a „robię” w tej branży pod ponad 25 lat.

Nie chcę podejrzewać, że nasi samorządowcy mają jakieś pozamerytoryczne motywacje, bo jak wcześniej napisałem, to trochę do nich nie podobne. Ale kiedy koronawirus ściśnie nas wszystkich mocniej i poznikają lokalne tytuły (niestety dochodzą nas wieści, że nie tylko prasa ogólnopolska, ale także lokalna ma bardzo trudny czas) mam pytanie, kto będzie pisał o tym, co dzieje się w Krapkowicach i Gogolinie. Stołeczni czy opolscy redaktorzy - z całym szacunkiem dla nich -  interesują się nami tylko przy okazji kompromitujących nas afer - ganiania „imigrantów” po lasach przy Munie, sporu o to jaka będzie flaga na Baszcie, albo jak się będzie nazwało rondo na obwodnicy. Te publikacje nigdy nie były ani informacyjne, ani edukacyjne, ani nie promowały naszych miejscowości i naszych liderów. Czy o to chodzi w tym wszystkim?

 

Autor: 
Roman Chmielewski

Dodaj komentarz