Informacyjnie wybredni

wtorek, 31 Marzec, 2020 - 14:12

Felieton naczelnego • Czas zdominowany przez strach związany z koronawirusem bezlitośnie obnażył słabe strony naszej cywilizacji. Wirus, który uderzył praktycznie w każdym miejscu globu, przekonał wszystkich o tym jak miałkie są fundamenty stabilizacji, dobrobytu czy szczęścia. Czasami niezwykle przemyślane formy zabezpieczenia, które sprawdzały się zwykle, teraz kiedy jesteśmy w stanie „epidemiologicznej wojny” okazały się fikcją. Ludzka pycha została całkowicie zdruzgotana i poniżona. Epidemia pokazała jeszcze jedną bardzo niepokojącą cechę współczesnego człowieka – jego przerażającą wręcz powierzchowność.

 

Koronawirus, który zaatakował jedynie nielicznych, setki milionów ludzi zmusił jednak do pozostania w domach. W tej sytuacji wielu z nas stanęło przed wyzwaniem: jak poradzić sobie z nadmiarem wolnego czasu, jak ów nadmiar zagospodarować? Sposobem na zabicie nudy stało się produkowanie przeróżnych rzeczy, które potem ludzie na całym świecie zaczęli umieszczać w Internecie. Internet zaczęła zalewać „epidemia” informacji, setki milionów postów na FB, Instagramie, YT i innych publikatorach, do tego swoje informacyjne „trzy grosze” dorzuciły jeszcze telewizja, prasa i radio.

 

W takim szumie, albo raczej chaosie informacyjnym nie sposób funkcjonować. Nie mówię, że wcześniej było lepiej, bo nie było, ale kiedy zajęci byliśmy pracą na pewno aż tak to wszystko nie rzucało się w oczy. Obecny chaos - szum informacyjny powoli staje się nie do wytrzymania. Nie można nad nim zapanować, a zgoda na funkcjonowanie w tej rzeczywistości z czasem zaczyna przypominać taplanie się w bajorze, które okazuje się bagnem. Na początku zabawa wydaje się niewinna i po kostki, z czasem wciąga nas po szyję z zamiarem całkowitego unicestwienia. Teraz akurat przykład „wciągnięcia przez bagno” oznacza stan człowieka, który albo się boi, albo jest mu wszystko jedno lub wszystko dla niego staje się względne i relatywne i nic nie dzieje się na pewno.

 

Najgorsze jest to, że wkład w tę informacyjną kloakę mają już nie tylko cyniczni macherzy od manipulacji ale także tak zwani zwykli obywatele. Ludzie w pogoni za popularnością (lajkami, udostępnieniami, komentarzami itd. itp.) prześcigają się w coraz oryginalniejszych pomysłach. Bardzo często nie chodziło jedynie o oryginalność, ale przede wszystkim o to aby moja informacja była jak najbardziej szokująca, drastyczna, obleśna lub obrazoburcza. Im więcej wulgaryzmów, chamstwa, skrajnych słów, zachowań czy obrazów tym większa szansa na popularność. Im bardziej szokujący nius tym więcej lajków i udostępnień. W Internecie w ostatnich tygodniach rozpoczęły się więc swoiste „koronawirusowe” wyścigi o zaistnienie i popularność.

 

Na internetowym oceanie głupoty, kiczu i bezmyślności można było na szczęście gdzieniegdzie natrafić na wyspy dobrego humoru czy prawdziwej eksperckiej wiedzy. Jednak jeśli myślicie sobie, że te właśnie informacje (rzeczowe, pomocne czy edukujące) zyskiwały największy poklask to czeka was gorzki zawód. Dzieje się tak dlatego, że ludzie nie tylko wolą tanie prymitywne sensacje, ale także lubią być okłamywani, manipulowani i zwodzeni na manowce. Jeszcze w minionym wieku ludzie potrafili być konstruktywni, to znaczy wykorzystywali informacje, które do nich docierały do tego aby się zmieniać, rozwijać, doskonalić, uczyć czy po prostu stawać się lepszymi. Ludzie trzeciej dekady XXI wieku ze względu na chaos informacyjny zatracili umiejętność aktywnego, konstruktywnego odbioru.

 

Uważam, że ludzkość w XXI wieku jest całkowicie zdominowana prze informację, ale nic dobrego z tego nie wynika, bo ludzie zatracili oni umiejętność słuchania. Dlatego dziś jesteśmy społeczeństwem informacyjnym, ale nie jesteśmy społeczeństwem transformacyjnym czy formacyjnym. Ludzie odbierają tysiące informacji dziennie, z których zdecydowana większość jest im całkowicie do niczego niepotrzebna, a ogromna ilość jest nieprawdziwa, bądź zmanipulowana. Dlatego w zalewie bzdetu nie są w stanie się „nakarmić” tym co mogło by być dla nich pożyteczne, bo dokładnie wszystko puszczają mimo uszu. Nic nie zostaje nie tylko w ich pamięci, ale przede wszystkim w ich sercu. Główną cechą członków społeczeństw informacyjnych XXI wieku jest więc to, że to co do nich dochodzi, w ogóle ich nie zmienia! Nie wyciągają wniosków, nie uczą się nowych rzeczy, nie pracują nad sobą. Ich odbiór jest bierny i przede wszystkim emocjonalny. Jest tylko bierny, pasywny odbiór, a nie ma ani transformacji ani formacji.

 

Pod tym względem jest wręcz tragicznie, a będzie jeszcze gorzej. Ludzie nie chcą przyjmować konstruktywnej krytyki, wypominania im błędów, które rzeczywiście popełnili, strofowania, moralizowanie czy zachęcania do zmiany – pracy nad sobą i wzięcia odpowiedzialności za siebie i innych. Dlaczego tego nie robią? Ponieważ wydaje im się, że wszystko już wiedzą, są doskonali i niczego nie muszą się uczyć i ani zmieniać. Dochodzi do tego, że mamy do czynienia ze społeczeństwem pozbawianym szansy na jakikolwiek progres. A to wszystko również dlatego, że jesteśmy zalewani hektolitrami informacyjnego ścieku i nie potrafimy sobie z nim w żaden sposób poradzić.

 

Czy na ten stan rzeczy jest jakaś recepta? Oczywiście że tak. Pierwszą i kardynalną rzeczą, którą musimy zrobić to uniezależnić się od tak zwanych „social mediów”. To z jednej strony zachłanny pożeracz czasu, a z drugiej kompletnie nic nie wnoszący w nasze życie kanał informacyjny, którym przede wszystkim płynie w naszym kierunku informacyjny chłam. Po drugie musimy zacząć być informacyjnie wybredni, nauczyć się odróżniać ziarna, z których coś może w naszym życiu wykiełkować, od plew, wykiełkowanie z nich czegokolwiek jest po prostu niemożliwe. Po trzecie sięgnijmy po tradycyjne media (na przykład gazety, książki), formy wypoczynku i rozrywki (na przykład rozmowa z drugim człowiekiem), tu znacznie szybciej natkniemy się na cenniejsze rzeczy.

 




 

To jest część artykułu.
Całość możesz przeczytać w Nowinach Krapkowickich w wydaniu papierowym lub w wersji elektronicznej.

kup e-wydanie
Autor: 
Roman Chmielewski

Dodaj komentarz