Brawo burmistrzowie

wtorek, 7 Lipiec, 2020 - 14:38

Felieton • Nie jesteśmy pępkiem świata, ani Europy, kraju czy nawet województwa. Powiedzmy sobie szczerze, pomimo tego, że gorąco kochamy, jedni naszą Małą Ojczyznę, a inni nasz Heimat, to powiat krapkowicki, bo o nim mowa, jest niczym innym jak tylko głęboką prowincją, z którą nikt z wielkich tego świata się nie liczy. Prawda jest taka, że to my musimy zabiegać u tych „wielkich”, a nawet u tych nieco mniejszych, o przychylność i sympatię, a co za tym idzie o te bardzo potrzebne nam zewnętrzne miliony. Musimy walczyć o kasę z Brukseli, z Warszawy czy nawet z Opola. Kasę, której sami nie mamy i raczej mieć nie będziemy. Dlatego trzeba wykorzystywać do tego każdą okazję jaka się nadarza. Oczywiście możemy „kozaczyć”, udawać „bohaterów” i być na „nie”, ale musimy być świadomi tego co się z tym wiąże. Wszędzie bowiem za ważnymi biurkami w ważnych gabinetach od Brukseli po Opole siedzą nie cyborgi pozbawione uczuć, ale zwykli ludzie, którzy właśnie również takimi emocjami kierują się w podziale wspomnianych milionów euro czy złotych. Jeśli jako „malutcy” będziemy chcieli uprawiać „wielką politykę” i walczyć z tymi „wielkimi”, musimy być świadomi, że na każdej potyczce z nimi tylko stracimy.

Po drugie, jeśli chcemy „kozaczyć” to musimy być w tych kwestiach konsekwentni, bo inaczej narazimy się na zwykłą śmieszność. Kiedy jest „śmieszno i straszno?”. Ano na przykład wtedy, kiedy taki lokalny watażka, będąc członkiem powiedzmy partii „PEŁO”, jest nim tylko wtedy, kiedy mu się to opłaca. Kiedy ma korzyść, watażka udaje ideowego członka niniejszej partii, wygłasza płomienne mowy w obronie demokracji i wartości oraz jest w tym temacie mocno aktywny na „Fejsbuku”. Lokalny watażka łasi się także do swoich partyjnych szefów i atakuje wrogą partię, powiedzmy na przykład „KISS”, której deklaruje tylko pełnię nienawiści. Ale kiedy tylko watażka może coś tam uszczknąć dla siebie, swoje zachowanie zmienia diametralnie. Wtedy na przykład watażka wiesza wielki plakat kandydatki partii „KISS” na elewacji swojej nieruchomości, albo odcina się od swojej partii „PEŁO” i udaje lokalnego męża stanu, tylko po to, żeby ugrać jakiś swój mały lokalny interesik...

Myślę, że lokalni liderzy – samorządowcy nie powinni w ten sposób „kozaczyć”. Nie tylko dlatego, że stracą na tym ich lokalne mizerne „budżeciki”, ale także z innych znacznie ważniejszych powodów. Samorządowcy nie mogą zapominać, że jako przedstawiciele władzy publicznej, lokalnie reprezentują nie tylko siebie, ale i państwo polskie wraz z jego centralnymi władzami. To od nich możemy domagać się aby byli przykładem politycznej odpowiedzialności za budowę państwa polskiego od podstaw, ale i troski o porządek publiczny. Dlatego powinni oni raczej wykazywać się daleko idącą roztropnością i umiarem w publicznym deklarowaniu swoich sympatii i antypatii politycznych. Powinni także przejawiać głęboką troskę o swoją lokalną społeczność, o wszystkich mieszkańców niezależnie od ich poglądów politycznych i światopoglądowych. Otwarte i agresywne zaangażowanie polityczne wójtów, burmistrzów czy starostów małych prowincjonalnych miejscowości tak naprawdę niczemu nie służy, a jedynie szkodzi ich lokalnym społecznością jeszcze głębiej je dzieląc.

Niepojęta jest dla mnie sytuacja, w której w miasteczku typu Krapkowice, gdzie wizyta wojewody lub marszałka, jest już sporym wydarzeniem, Prezydenta Rzeczpospolitej nie witają wszyscy najważniejsi samorządowcy naszego powiatu. To jest po prostu zwykły skandal i smarkateria. Nie do przyjęcia jest dla mnie sytuacja, kiedy to do Krapkowic przyjeżdża Marszałek Sejmu – druga osoba w państwie i nie witają jej lokalni samorządowcy w komplecie począwszy od starosty po wójta. Oczywiście rozumiem, że jest kampania wyborcza i Pani Marszałek przyjechała do Krapkowic w określonym celu. Rozumiem też, że można się nie zgadzać z szeregiem poglądów, które prezentuje jej środowisko i jej kandydat do najwyższego urzędu, ale pełni ona bardzo ważną funkcję Marszałka Sejmu i dopóki ją pełni należy jej się szacunek, uznanie i wszelkie honory.



 

To jest część artykułu.
Całość możesz przeczytać w Nowinach Krapkowickich w wydaniu papierowym lub w wersji elektronicznej.

kup e-wydanie
Autor: 
Roman Chmielewski

Dodaj komentarz